Przemyśl - nasze miasto całą dobę
swiatpogody.pl

Z burzliwych dziejów dwóch biskupstw

data dodania: 2007-04-10
aktualizacja: 2016-11-14 16:41:26
To co dzisiaj wydaje się nam błahym sporem na łonie pogranicznego miasta, ma długą historię, niezrozumiałą zupełnie bez poznania kilku szczegółów.

Właściwie dlaczego dawny kościół Jezuitów jest obecnie katedrą greckokatolicką? W Przemyślu niby każdy o tym wie, a wielu może przedstawić swoją osobistą wersję wydarzeń. Ale ja nie piszę dla przemyślan, lecz dla tych, którzy są ciekawi. Aby odpowiedzieć na to pozornie proste pytanie, należy się cofnąć właściwie do samych początków miasta.

Pierwszą wzmianką o Przemyślu na arenie dziejów jest informacja zapisana przez ruskiego kronikarza Nestora, brzmi ona mniej więcej tak: "W 981 roku poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich Przemyśl, Czerwień, i inne grody, które są i do dziś dnia pod Rusią". Te "Lachy" (Ci Lachowie?) byli dawniej interpretowani po prostu - jako "Polacy" - w cudzysłowie, bo trudno mówić w ogóle o narodowości w tamtych czasach, a raczej o kręgu kulturowym. Obecnie przeważa pogląd, że "Lachy" to Lędzianie - jedno ze słowiańskich plemion zamieszkujących dorzecze Sanu, tworzących wtedy "strukturę protopaństwową" - coś, a la państwo Wiślan, zośrodkiem w Krakowie. Ale nawet wielcy historycy nie są co do tego zgodni. U Jerzego Wyrozumskiego znajdujemy tezę, że już wtedy terytorium Lędzian mogło być opanowane przez Mieszka I, zaś Gerard Labuda twierdzi, że Włodzimierz Wielki zabrał Grody Czerwieńskie Czechom, którzy wtedy panowali w Krakowie, a więc prawdopodobnie w całej Małopolsce. Nie wiemy więc dokładnie komu Włodzimierz odebrał Przemyśl. Jak było naprawdę - zapewne nigdy się nie dowiemy.

W średniowieczu, przynależność państwowa Przemyśla ciągle się zmienia, obszar ten był przedmiotem ciągłej rywalizacji ze strony ościennych organizmów państwowych.

Przemyśl był zawsze miastem wielokulturowym, gdzie ścierały się wpływy prawosławia i katolicyzmu, żywiołu polskiego i ruskiego, nie wspominając o Żydach, Niemcach, czy nawet Węgrach. Bardzo częste zmiany przynależności państwowej we wczesnym średniowieczu wpływały na sytuację religijną, a poszczególni władcy dążyli do zajęcia przez ich wyznanie dominującej pozycji w mieście i regionie, co było przecież zupełnie zwyczajnym postępowaniem wtamtych czasach. Ten proces świetnie ilustruje też cykl wznoszenia/burzenia poszczególnych obiektów sakralnych, z których większość znajdowała się na Wzgórzu Zamkowym - administracyjnym centrum regionu.

Pierwsze biskupstwo jakie tu powstało było biskupstwem prawosławnym i wiązane jest z czasem, kiedy miasto było stolicą jednego z ruskich księstw, powstałych po podziale dzielnicowym Rusi Kijowskiej. Trochę później, bo w latach 1340,1377 powstało biskupstwo katolickie, co związane jest z kolei z podbojem Księstwa Halickiego przez Kazimierza Wielkiego (zapisał mu je w testamencie książę halicki Jerzy II), a potem chwilowym wpadnięciem w orbitę węgierską za sprawą Władysława Opolczyka - Piasta w służbie Andegawenów.

Najprawdopodobniej pierwszą katedrą prawosławną była książęca tzw. "Cerkiew Wołodara", zlokalizowana na grodzie, w miejscu gdzie dziś wznosi się Zamek, wybudowany później przez Kazimierza Wielkiego, a gdzie znacznie wcześniej wznosił się kompleks palatium wraz z rotundą-kaplicą, łączony dla odmiany zBolesławem Chrobrym. W tym czasie katolicy mieli swoją, położoną poniżej, rotundę św. Mikołaja, której relikty zachowały się pod dzisiejszą katedrą i niewielki kościół świętych Piotra i Pawła (z którego nie zachowało się nic). Tak jak zmieniała się władza "polityczna" rezydująca na zamkowym wzgórzu, tak samo zmieniała się pozycja i liczba wyznawców poszczególnych religii w mieście. Za czasów książąt ruskich katolicyzm przeżywał regres, potem sytuacja uległa odwróceniu.

W 1412 Władysław Jagiełło odbiera "Grekom" cerkiew katedralną na zamku, przez jakiś czas katedra prawosławna funkcjonuje na zupełnie peryferyjnym Wilczu, by już w 1500 (za sprawą bogatego mieszczanina Koźmy) wrócić w obręb murów miejskich, w pobliże Bramy Lwowskiej i obecnej Wieży Zegarowej.

Tak więc w XVI wieku sytuacja przedstawiała się następująco: oba obrządki mają swoich biskupów i swoje katedry. Usytuowanie katedry katolickiej nie zmieniło się do dzisiaj. Stosunki wyznaniowe ulegają zmianie w efekciezawarcia unii brzeskiej ( 1596 r.) - drobna ruska szlachta wszczęła bunt, który trwał jeszcze długo po śmierci Michała Kopystyńskiego (1609), ostatniego władyki prawosławnego i jednego z przywódców antyunijnej opozycji. Przez pewien czas istniało nawet trzech biskupów - katolicki, unicki i "dyzunicki".

W XVII/XVIII wieku Grekokatolicy zamierzali wybudować nową cerkiew katedralną, w tym celu rozebrali starą i rozpoczęli prace od budowy nowej dzwonnicy. Nadeszły zabory, smutny czas kasat kościołów, klasztorów i licznych rozbiórek obiektów, które dziś mogłyby być perłami Przemyśla. Władze austriackie nakazują grekokatolikom zaprzestania budowy. Jednocześnie dokonują kasat licznych klasztorów katolickich - Jezuitów, Dominikanów, Karmelitów, Bonifratrów itd. Unici mają sobie wybrać jeden z tych kościołów na cerkiew. Wybór pada na kościół Karmelitów, pięknie usytuowany nad miastem. Inne kościoły kończą kiepsko: Bonifratrzy i Dominikanie zostająrozebrani, Jezuici pełnią funkcję wojskowego magazynu. Nie muszę chyba pisać jaką zawiść obudziło takie posunięcie, ale można się pokusić o tezę, że właśnie o to chodziło. Skonfliktowane i podzielone społeczeństwo jest znacznie łatwiejsze w rządzeniu. Tak więc nowej cerkwi katedralnej nigdy nie wybudowano, a niedoszła dzwonnica została przejęta przez miasto, podwyższona i z czasem stała się "cywilną" Wieżą Zegarową.

Mijają lata. Unici dokonują kilku adaptacji swojej świątyni, aby wczesnobarokowy kościół Karmelitów przypominał choć trochę cerkiew. Między innymi na skrzyżowaniu nawy i transeptu dostawiają kopułę, ale nie cerkiewną, cebulastą, lecz jak najbardziej klasyczną. Kościół Jezuitów, jako magazyn, znajduje się w ruinie i grozi mu rozbiórka. Dzięki protestom, licznym petycjom i pismom mieszkańców zostaje zwrócony kościołowi katolickiemu i staje się "kościołem garnizonowym".

Nadchodzi czas budzenia się nacjonalizmów. Rusini, grekokatolicy, stają się Ukraińcami. Dotyczy to oczywiście warstwbardziej oświeconych, bo na wsiach ludzie pytani o narodowość wciąż odpowiadają "ja jestem tutejszy".

Pierwsza wojna światowa kończy się definitywnym rozpadem państwa Habsburgów, Polska odzyskuje upragnioną niepodległość, a Ukraińcy chcą wybić się na niepodległość we wschodniej Galicji. Wybuchają walki polsko-ukraińskie, w tym walki o Przemyśl. Analogicznie do Lwowa, Przemyśl ma swoje Orlęta. Konflikt, mający właściwie charakter wojny domowej, zostaje zakończony zwycięstwem Polaków, ale drogi dwóch społeczności, żyjących dotąd zgodnie na tych ziemiach, rozchodzą się już na zawsze, a zadawniony spór religijny, podlany nacjonalistycznym sosem wciąż nabiera nowych wymiarów. Wybucha druga wojna światowa, po której Przemyśl nagle staje się miastem przygranicznym. Konflikt polsko-ukraiński osiąga apogeum, w okolicy grasuje Ukraińska Powstańcza Armia, obficie leje się krew, czemu zaradzić miało przeprowadzenie akcji "Wisła", polegającej na przesiedleniu resztek Ukraińców z okolicznych terenów na "ziemieodzyskane".

Wzorem Związku Radzieckiego władze w ogóle nie uznają faktu istnienia kościoła unickiego (w ZSRR istniało tylko prawosławie). W Przemyślu w opuszczonym dawnym kościele Karmelitów, a późniejszej katedrze greckokatolickiej, pojawiają się zakonnicy - Karmelici. Początkowo nielegalnie, z narażeniem życia i wbrew UB, powoli przywracają świątynię do życia.

Nadchodzi przełom 1989. Grekokatolicy znów mogą legalnie istnieć. Upominają się o swoją byłą katedrę, która od kilku dziesięcioleci znów jest kościołem Karmelitów. Uruchamia się cały łańcuch nacjonalizmów, zadawnionych sporów i ran polsko-ukraińskich, które "rozsławiły" Przemyśl w całej Polsce. W konflikcie interweniuje Jan Paweł II przekazując kościół Karmelitów z powrotem na katedrę greckokatolicką, początkowo na pięć lat (do czasu wybudowania nowej cerkwi), ale koła nacjonalistyczne już wiedzą, że na wieczność. Wybucha osławiona okupacja Karmelu, jedna i druga strona postrzega spór jak dziejowąniesprawiedliwość. Atmosfera bliska jest wrzenia. W końcu papież podejmuje salomonową decyzję - katolicy zatrzymają kościół Karmelitów, a grekokatolicy otrzymają położony obok kościół pojezuicki. Jedna i druga strona chce przekształceń zabytkowych w końcu obiektów. Karmelici chcą przywrócić stan sprzed dokonanych przeróbek i rozebrać kopułę. Wybucha kolejny konflikt. Grekokatolicy uważają, że oto celowo niszczy się ich dziedzictwo. Ekspertyzy budowlane miały mówić, że kopuła bliska jest zawalenia, jak było naprawdę, szczerze mówiąc, nie wiem. W każdym razie kopułę rozebrano i przywrócono na jej miejsce szczupłą sygnaturkę, która istniała od czasów fundatora kościoła - Marcina Krasickiego. Grekokatolicy też nie chcą pozostać bierni i zastanawiają się jak nadać chłodnemu, akademickiemu barokowi Jezuitów cechy wschodnie. Interweniuje konserwator zabytków. Większość pomysłów jest kuriozalna, choć można zrozumieć ich pobudki emocjonalne. Kończy się na adaptacji wnętrza (efekt jest takisobie, chłodny barok skonfrontowany z ludyczną sztuką daje dość osobliwe połączenie), zatynkowaniu łacińskiej sentencji zdobiącej fasadę, przerobieniu monogramu IHS na IXC, oraz budowie, "cerkiewnej" w formie, dzwonnicy.

Niedługo dawny pałac biskupów greckokatolickich, a obecnie gmach główny Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej wróci do rąk biskupa, a muzeum, na szczęście, przeniesie się do nowoczesnego gmachu, który w tej chwili powstaje. Ale w mieście takim jak Przemyśl bardzo niewiele potrzeba do obudzenia dawnych upiorów, które właściwie wszystkim szkodzą. Każda kontrowersyjna decyzja dotycząca zwrotu dawnych nieruchomości, każda niezbyt wyważona wypowiedź, opinia, czy relacja prasowa, sprawia, że u niektórych, zwłaszcza starszych wiekiem mieszkańców, pamiętających czasy kiedy w okolicach działała UPA, budzą się demony, korzeniami sięgające panowania cesarzowej Marii Teresy Habsburg i jej syna Józefa II. Cóż, pamięć historyczna bywa bardzo długa. Nie oceniam tutaj, czy to dobrze, czy też źle.Takie są fakty.

W ten sposób historia zatoczyła koło. Jest to oczywiście bardzo mocno uproszczona i skondensowana wizja dziejów, gdyż na ten temat można napisać niejedną grubą księgę - co z resztą robią historycy.

-----

A tak kształtowały się, mniej więcej, stosunki religijne w samym Przemyślu:

  • W roku 1785 (jest to okres największego upadku miasta) - 3 240 katolików, 1 068 grekokatolików, 1 742 Żydów.
  • W roku 1900 - 16 899 katolików, 7 357 grekokatolików, 13 319 Żydów, 206 innych.
  • W roku 1914 - 22 000 Polaków, 9 500 Rusinów, 16 000 Żydów
  • W roku 1939 - 26 470 katolików, 9 230 grekokatolików, 18 400 Żydów, 100 innych.

Często przynależność religijna jest sprowadzana do przynależności narodowej, ale pamiętać trzeba, że statystyki nie uwzględniają np. takich, wcale licznych na tych ziemiach zjawisk, jak Polaków wyznania greckokatolickiego, czy Ukraińców używających języka polskiego, albo mieszanychmałżeństw. Obecnie liczbę Ukraińców w mieście szacuje się na około 3 tysiące osób.

 

Tekst pochodzi z blogu www.przemyski.blox.pl